Co ma robić inżynier w branży HVAC

W weekend znalazłem chwilę czasu by odrobić zaległości w prasie branżowej.
Wpadł mi w ręce lipcowy numer „Cyrkulacji”, miesięcznika wydawanego przez Stowarzyszenie Polska Wentylacja (SPW), a w nim artykuł o tym, jak studenci uczelni technicznych oceniają przygotowanie do zawodu.
 

W ciągu ostatnich lat liczba studentów uległa potrojeniu. Panuje pogląd, że zdobycie wyższego wykształcenia gwarantuje zdobycie dobrze płatnej pracy.
Niestety wzrost ilości studentów, zwłaszcza tych na studiach niestacjonarnych, nie idzie w parze z poziomem kształcenia.
Rosną nadzieje i oczekiwania, które życie często weryfikuje zupełnie inaczej niż się tego spodziewamy. Zderzenie z rynkiem pracy bywa bolesne.
Moją uwagę zwróciły wyniki ankiety przeprowadzonej wśród studentów kierunku inżynieria środowiska, dotyczącej poziomu nauczania.
Wyniki te prezentuję poniżej.
 
 
 
 
Przeglądając wykresy i słupki, nasunęło mi się kilka spostrzeżeń, zwłaszcza z naszej branży.
Z jednej strony smutny jest fakt, że prawie 80% studentów uważa, że studia przygotowują do zawodu średnio lub źle.
Z drugiej strony, pozytywnym jest, że widzą to sami studenci, a więc mogą wyciągnąć z tego wnioski.
Coś jest na rzeczy z tym poziomem nauczania.
W przytoczonym numerze mają to potwierdzać opinie zarówno osób związanych z kształceniem, jak i szefów czołowych firm z branży.
Główne powody to małe środki przeznaczane na kształcenie, sztywne ustawodawstwo nie dostosowane do potrzeb rynku, wieloletni brak matury z matematyki, poziom edukacji w szkołach gimnazjalnych i średnich.
Czy tak jest w istocie? – nie uczę, nie jestem w ministerstwie finansów, ani edukacji, nie ustalam programów nauczania i nie chcę powielać obiegowych opinii.
 
Jednak jako wieloletni pracodawca w branży ( a przez firmę przewinęło się trochę ludzi) widzę, że wpływ mają tutaj dwa czynniki.
 
Pierwszy związany rzeczywiście z programem studiów.
„Oczywista oczywistość”, że czasu na praktyki jest mało.
Tym nie mniej, przyszły absolwent powinien wiedzieć co chce robić po swoim kierunku, jak ma wyglądać jego praca zawodowa, co oznacza jego zawód.
Kierunek inżynieria środowiska, w skład którego wchodzą takie specjalności jak wentylacja, klimatyzacja, ogrzewnictwo, powinien skrystalizować w absolwencie co chce robić. Przynajmniej zaraz po studiach.
Niestety tego nie robi.
W ogólnej ogólności wszystko się rozmywa.
Kiedy spytamy absolwenta medycyny co chce robić – odpowie leczyć ludzi; lub bardziej sprecyzowanie leczyć jako pediatra, laryngolog czy kardiolog.
Absolwent konserwatorium chce koncertować, komponować.
Absolwent WSP chce uczyć.
Absolwent filologii chce tłumaczyć, uczyć, pisać.
 
Jak pytam na rozmowie o pracę absolwenta inżynierii środowiska, co chce robić zawodowo, to jest on zaskoczony.
Odpowiedzi bywają różne:
– to co mi każe pracodawca
– jakieś oferty, kalkulacje, analizy
Po prostu szukają („jakiejś”) pracy.
 
Jedna z osób odpowiedziała, że chce zrobić uprawnienia.
No dobra – mówię. Jak już Pan będzie miał te uprawnienia, to co Pan chce robić w życiu zawodowo?
No… z uprawnieniami to wiadomo – odpowiada
Jak kierownik robót, to goni na budowie podwykonawców, ma swój kantorek i pilnuje papierów. A jak projektant – to podbija projekty.
 
Jakoś nikt jeszcze nigdy nie odpowiedział, że chciałby „robić” wentylacje, klimatyzację, ogrzewanie, zająć się serwisem urządzeń.
Smutne, choć ktoś powie samo życie.
Dzisiejsi absolwenci odwalają projekty, świadectwa energetyczne, obliczenia, podbijane przez starszych kolegów z papierkiem. I ich marzeniem jest zdobycie tego właśnie papierka.
Czy to jest ta wymarzona realizacja w zawodzie?
 
Znam też kierowników robót, którzy mówią – to proszę mi przynieść wypełniony dziennik i zaznaczyć miejsca do podpisu, tak, żebym nie musiał na budowę jechać, bo wtedy stawka jest inna. Znowu samo życie.
Ale każdy jest kowalem własnego losu.
 
Co więc ma po studiach robić inżynier w branży HVAC?
 
Może wybrać oczywiście ścieżkę zawodową związaną z uprawnieniami.
Czytam wtedy na forach o absolwentach w biurach projektów, którzy po roku czy dwóch, rozczarowani pracą, mówią o sobie, że udają, że pracują, a pracodawca udaje że płaci.
Ale muszą być cicho, bo nie będą mieli podbitego dziennika praktyk.
Pytanie tylko czy ich ambicją jest rzeczywiście projektować czy tylko mieć papierek.
Trafią więc, najczęściej do małej firmy/biura, w której kosztem kilkuletniego frycowego, zdobędą upragniony papierek i sami rozpoczną własną działalność, zatrudniając takich samych absolwentów, jakimi byli parę lat wcześniej.
 
Druga ścieżka to przedstawiciel handlowy, inżynier sprzedaży, konsultant w jakimś dużym koncernie czy większej/mniejszej firmie handlowo-produkcyjnej na naszym rynku.
Tutaj, w zależności od wielkości firmy, umiejętności i zaangażowania można mieć ciekawą i dobrze płatną pracę. Można też źle trafić, zwłaszcza w sytuacjach, kiedy płaca uzależniona jest od generowanego obrotu, a ten często ustalony odgórnie przez pracodawcę jest nierealny.
Przy takim wyborze, część ludzi zdobywa doświadczenie pozwalające otworzyć własną działalność. Widzę to na przykładzie inżynierów sprzedaży wielu producentów z którymi współpracuję. Po latach odchodzą na tzw „swoje”.
 
I wreszcie trzecia ścieżka związana z wykonawstwem.
Mam wrażenie, że wybierana jako ostatnia i ta najgorsza.
Branża HVAC jest specyficzna.
Z jednej strony montowane urządzenia, pełne automatyki, elektroniki i zaawansowanych technologii, wymagają rzetelnej wiedzy zawodowej, można śmiało powiedzieć inżynierskiej. Tak przy montażu jak i przy serwisie oraz późniejszej eksploatacji.
Czytanie dokumentacji serwisowej (nie rzadko tylko w j. angielskim), schematów, rozumienie automatyki, diagnostyka na wypadek awarii itd.
Z drugiej strony, pompę ciepła, agregat VRV czy centralę wentylacyjną, trzeba wnieść, okablować, podłączyć. To czynności stricte montażowe.
A więc praca fizyczna w roboczym kombinezonie, która dla większości jakoś nie koresponduje z wyższym wykształceniem.
Serwisant, oprócz tego, że stwierdzi awarię elektronicznego zaworu rozprężnego, musi też go umieć wymienić. Odłączyć, wylutować, wlutować, podłączyć na nowo, przetestować.
To właśnie te konkretne umiejętności są cenione w branży najbardziej.
Nie mówię, że to przeznaczenie każdego inżyniera, ale czy te zajęcia są niegodne tego tytułu zawodowego?
 
I tutaj kłania się drugi czynnik. Nazwałbym go pokoleniowym.
To właśnie pokolenie dzieli mnie od dzisiejszych absolwentów.
Czasy mojej młodości przypadają na PRL. Oprócz tego, że były to czasy szare, bure i nieciekawe, nie  były też łatwe do życia i wymagały trochę praktycznych umiejętności.
Takie czynności jak wymiana uszczelki w baterii, membrany w junkersie, malowanie, tapetowanie czy naprawa urwanego kabla w żelazku były na porządku dziennym.
Dzisiaj żyje się o wiele wygodniej.
Rysunek techniczny został zastąpiony grafiką komputerową.
Nawet wiedzę studenci czerpią w coraz mniejszym stopniu z papierowych podręczników.
Wszystko jest w pdf’ach na uczelnianym serwerze.
Wiedza stała się jakaś wirtualna.
Trafiają się więc inżynierowie automatycy, z całkiem dobrym indeksem, którzy „w realu” nie odróżniają stycznika od przekaźnika, czy też elektrycy, którzy nie bardzo potrafią posługiwać się śrubokrętem.
Trudno ich za to winić, jeśli w procesie uczenia zawodu, nikt ich tego nie nauczył.
Ale z drugiej strony, wybierając taki czy inny kierunek, oraz spędzając 5 lat w murach uczelni, muszą sobie zdać sprawę, że po studiach, ktoś ich zapyta: Co tak naprawdę potrafisz robić?
I nawet jeśli ich wiedza praktyczna jest skromna, na takie pytanie trzeba udzielić konkretnej odpowiedzi.

26 komentarzy do “Co ma robić inżynier w branży HVAC

  1. Krzysztof Lis

    Podrzucę jeszcze jedno spostrzeżenie od siebie. Problem polega na tym, że na pytanie "co chcę robić w życiu" trzeba sobie odpowiedzieć jeszcze przed pójściem na studia. Jeśli się na te studia idzie wiedząc, czego można się tam na uczyć, oraz po co chce się zdobyć tę wiedzę, można z tych studiów znacznie więcej wyciągnąć. Gdy się idzie na studia by nie odpaść z wyścigu szczurów (bo przecież już nie po to, by uciec przed armią), to się studiuje byle co, byle jak, a potem idzie do byle jakiej pracy. Choć ambicje rosną w miarę studiowania, niestety…

    Odpowiedz
  2. Tszewc

    Jako wykładowca (w innej dziedzinie) szczerze współczuję pracodawcom, ze sie muszą z takimi młodymi użerać. Ja mogę najwyzej nie dać oceny pozytywnej, a pracodawca musi przecież takimi dwiema lewymi rękami zarabiać.

    Odpowiedz
  3. Adrian Teliżyn Autor wpisu

    Zgadza się. Nie można studiów traktować jak szkoły podstawowej, gdzie przechodzimy z klasy do klasy, byle dostać papierek na koniec. A wśród tej masy studentów część właśnie tak do tego podchodzi; to właśnie ta część tylko leworęczna. 

    Odpowiedz
    1. Ania

      Witam,
      Muszę przyznać ze bardzo ciekawy artykuł, dlatego tez postanowiłam się wypowiedzieć. Za pół roku uzyskam tytuł magistra branży sanitarnej. Mogę z czystym sumieniem przyznać ze moje 5 lat studiów wykorzystałam bardzo dobrze (nie mam sobie nic do zarzucenia), średnia zawsze powyżej 4,2 zaangażowanie w projekty, samokształcenie, czytanie ksiazek czasopism branżowych. Ukończyłam wiele kursów w tym Revita. Od pół roku pracuje w biurze projektowym i pierwsze bolesne zderzenie z rzeczywistością i realiami pracy w zawodzie już mam za sobą. Mogłabym policzyć na palcach jednej ręki które z przedmiotów maja odzwierciedlenie w pracy zawodowej. Już na tym etapie mogę określić ze praca projektanta nie jest dla mnie. Jednak co mogłabym robić innego ? Siebie w roli handlowca również nie widzę. Jeżeli chodzi o sam wybór studiów był w 100% świadomy i go nie żałuje, uważam ze jestem dobra w tym co robię, ale aktualnie szukam jakiegoś punktu zaczepienia. Budowa ? Jak najbardziej, ale oczywiście jestem świadoma ograniczeń choćby tych wymienionych w artykule, które są o tyle trudne do pokonania, ze jestem kobieta 1,6m wzrostu 😅. Myśle, ze przed takimi samymi dylematami stoją moi rówieśnicy, którzy świadomie studiowali i osiągali swoje cele, a teraz stoją na rozdrożu i nie wiadomo, w która stronę iść.

      Odpowiedz
  4. lukasza

    Oj bardzo subiektywny artykuł. Bo i nie techniczny a bardziej społeczny. Ścieżka zawodowa nr 1 (najpopularniejsza) jest wypaczona przez Was – czyli byłe pokolenie PRL! W biurze projektowym każą robić 2 lata, aby uzyskać 1 rok wpisu do dziennika praktyk. Każą robić rzeczy do pewnego poziomu, abyś za dużo się nie nauczył. Z Klientem nie powinieneś mieć kontaktu, aby w przyszłości nie przeszedł do Ciebie. Generalnie płacą marnie bo wiedzą, że gdzieś musisz odwalić kilka lat praktyki dla dzienniczka. Tu wypaczają ludzi młodych obecni 40-50 latkowie! Całe szczęście, że u mnie na strychu siedzi 4 mgr budownictwa lądowego po studiach dziennych Politechniki Poznańskiej. Nie widzę u nich braków w obliczeniach konstrukcji, nośności czy obciążeń, a to ich interesuje najbardziej. Dla ścisłości to nie moi pracownicy, ale rodzina 🙂
    ścieżka 2. fajna, ok, często dobrze płatna, ale umówmy się, że dostępna raczej w dużych miastach i liczba miejsc jest ograniczona.
    ścieżka 3. Fakt – brak praktyków. Większość edukacji i praktyk położona jest na projektowanie obliczanie a nie naprawę, diagnostykę itp. To wina już systemu, który potem musi naprawić rynek – firmy + $ inwestora.

    Odpowiedz
  5. Adrian Teliżyn Autor wpisu

    Subiektywny? – zgadza się; jako autor bloga, mam do tego skromne prawo. Gdyby wpis był obiektywny, byłby mdły; i pewnie nikt by go nie czytał.
    Nietechniczny? – no temat zupełnie jest „nie”techniczny, więc trudno go ugryźć inaczej.
    Co do tych „wypaczeń” przez „Was” i ze znakiem „!” – czyżby znowu byli winni Ci ONI???
    Zbiorowa odpowiedzialność ludzi urodzonych przed rokiem XXXX za dzisiejszy stan branży HVAC?
    Mam się czuć jakimś gorszym pokoleniem, bo w stanie wojennym miałem 12 lat?
    Bynajmniej tak się nie czuję 🙂
    I nie podpisuję żadnych dzienniczków praktyk.
    Ale znam świeżo upieczonych projektantów, którzy po zdobyciu upragnionego papierka, zachowują się tak samo, jak krytykowani przez nich jeszcze wczoraj koledzy po fachu.
    Każdy jest kowalem własnego losu.
    Streszczę ten wpis dosadniej;
    Młody inżynierze. Skoro wiadomo, że w biurze projektów jest tak źle, skoro każą robić za marne pieniądze, skoro nie nauczą za dużo, skoro każą harować 2 lata za rok wpisu, skoro itd itp i w ogóle do d..y – To po co się tam pchasz??? Nie wiedziały gały co brały???
    Znam szereg młodych ludzi pracujących dla największych firm w branży, którzy mają świetną i dobrze płatną pracę i nie mają papierka.
    A co ciekawsze, chociaż zajmują się sprawami właśnie technicznymi, to najczęściej ich wykształcenie w ogóle nie jest związane z branżą HVAC.
    Można inaczej???
    Można.

    Odpowiedz
    1. lukasza

      oj bardzo emocjonalnie odebrał Pan mój wpis. Co mnie dziwi, bo poza jednym „!” to tam emocji za wiele nie było. Temat jest w odróżnieniu od poprzednich bardziej społeczny niż techniczny, bardziej subiektywny niż obiektywne, np: pomierzone obliczenia zużycia X czy Y. I tylko tyle zauważyłem. Nie sądziłem, że te dwa określenia w ogóle ktoś skomentuje, a już na pewno nie weźmie ich za jakiś zarzut. Jasna sprawa, że to blog i można pisać różne tematy z różnego punktu wiedzenia.
      Skomentuje tylko jedno. PRL – ja tego słowa najchętniej nigdy nie używam – tym razem użyłem bo autor jako pierwszy sobie na to pozwolił. Nikomu nie zarzucam, że jest z takiego czy innego pokolenia (czytaj PRL) lepszy lub gorszy. To raczej Pan jako pierwszy pisał, że w tamtych czasach to praktykowaliście umiejętności – co niby ma być lepsze niż dzisiejsze zostawienie sprawy tapetowania i naprawy żelazka fachowcowi, a już grafika komputerowa to, że zastąpiła rysunek techniczny to zarzut absurdalny. Inne czasy, inne narzędzia.
      p.s. do dziś na pierwszym roku politechnik uczą rysunku technicznego na papierze.
      p.s.2. Proszę moje słowa traktować jako polemikę z autorem mojego jedynego bloga „technicznego” jaki mam w zakładce, z intencjami jak najbardziej pozytywnymi. Pozdrawiam

      Odpowiedz
  6. Adrian Teliżyn Autor wpisu

    Dzięki serdeczne za tą polemikę. Czuję się wyróżniony i postaram się w tej zakładce pozostać 🙂
    A komentarz w sumie spokojnie przyjąłem. Naprawdę bez negatywnych emocji. Nawet emotikonkę wrzuciłem do tekstu.
    Też mnie irytuje korporacyjność takich fachów jak prawnicy (aplikacje), lekarze (staże i specjalizacje teraz tylko 1-ka po 5 latach) czy te nieszczęsne odpracowywanie uprawnień w biurach projektowych. Dlatego o tym napisałem.
    Jest to pewien relikt minionych czasów. Ale… nie pokolenia, bo kolejne go stale pielęgnują. Czy to się zmieni?
    Prawnik czy lekarz ma dość małe pole do manewru. Inżynier na szczęście znacznie większe 🙂

    Odpowiedz
  7. Czajnik

    Ale pracodawcy, przedsiębiorcy, którzy tych studentów później chcą zatrudniać (przynajmniej jeśli są przyjmowani na rozmowy kwalifikacyjne, to rozumiem, że tak jest) najczęściej mają z nimi kontakt dopiero właśnie w czasie tej rozmowy. Dlaczego nie ma bliższej współpracy przedsiebiorców, ludzi z branży z uczelniami? Dlaczego nie zależy im na częstym wizytowaniu w szkołach, w kontaktach z studentami, kołami naukowymi, wychowaniu sobie przyszłych pracowników? Dlaczego nie ma programów praktyk? Czemu wykonawcy nie zapraszają na swoje budowy, projektanci do swoich biur? Tylko handlowcy czasem pojawią się z prezentacją produktową… Czemu ludzi całe życie będący w branży nie działają poza firmą w organizacjach technicznych, zrzeszeniach jak np. PZITS, ASHRAE, REHVA itp.? O co ma się zahaczyć ambitny student, który chce się rozwijać? Na niektórych uczelniach aż ugina się od propozycji całych programów praktyk (np. SGH), studenci politechnik znają często raptem kilka firm z branży z prawdziwym programem praktyk… A zupełnie inna sprawa, czy autor tego bloga (bardzo fajnego BTW – oby takich więcej we wszelkich branżach), wiedział w wieku 19 lat (wiek maturzysty idącego na studia), że będzie chciał pracować i realizować się w przyszłości w wykonastwie instalacji sanitarnych i widział swoją jasną ścieżkę na całą swoją przyszłość? Większość studentów nie wie co chce robić w swoim zawodowym życiu, nie dlatego, że nie chciałaby wiedzieć, ale dlatego, że to niemożliwe spędzając wcześniej wszystkie swoje lata zamkniętym w szkole i wypełniającym wymagania programu narzuconego przez „kogoś” w ministerstwie… Jeżeli jest wybitny, to sobie zawsze poradzi. Jeżeli jest wnikliwym obserwatorem, jest sprytny, to się w tym wszystkim połapie, ale ktoś, kto tego nie dostrzega, a jest nauczony podążać z tym co mu się poda w szkole, na lekcji, w programie itd. to jak sam ma później być przygotowanym na tworzenie swojej przyszłości, jeśli do tej pory był uczony wypełniania poleceń i programów. Przyczyna na pewno jest bardziej skomplikowana, niż wynika to z powyższego postu. Jednak, jeśli każdy jest kowalem własnego losu, to i również przedsiębiorcy powinni pamiętać, że dobry pracownik nie przychodzi znikąd i gdzieś tę wiedzę praktyczną musi zdobyć. Co więcej, gdzieś musi polubić to czym się ma zajmować. W książkach trudno o takie sprawy. Może zamiast narzekać i się dziwić, lepiej jest wziąć sprawy w swoje ręce i samemu zrobić krok naprzód?

    Odpowiedz
    1. Adrian Teliżyn Autor wpisu

      Zacznę trochę od końca.
      Pracodawcy raczej nie narzekają. Jeśli jeszcze nimi nadal są, to już dawno nauczyli się podstawowej i często boleśnie prawdziwej zasady biznesu – jak miesz liczyć, to licz na siebie.
      Pracownik w końcu się znajdzie.
      Raczej dotyczy to absolwentów, co zresztą wynika z przytoczonych ankiet czy też innych, jakie znajdziemy w sieci.
      Zgadzam się w zupełności, że współpraca pomiędzy branżą (przedsiębiorcy) a szkolnictwem (tutaj mam na myśli uczelnie) jest kiepska. Jak napisałeś, co najwyżej marketingowo-handlowa.
      I że tej współpracy brakuje.
      Ale ten pierwszy krok ze strony pracodawcy nie jest taki prosty. (a bardziej ściśle – nie jest taki tani)
      90% firm, to przedsiębiorstwa zatrudniające do 10 osób. Czasy, kiedy państwowe przedsiębiorstwa płaciły przez okres studiów stypendia w zamian za obowiązek późniejszej pracy minęły. Chyba, że się mylę, ale mogą sobie na to pozwolić tylko duże przędsiębiorstwa.
      Praktyczne wykształcenie pracownika kosztuje. W naszej branży to minimum rok dla naprawdę zdeterminowanej osoby; a zazwyczaj są to 2 lata.
      Myślę, że o wiele większe pole do popisu mają tutaj uczelnie czy organizacje studenckie.
      Przecież praktyka też jest nieodłącznym elementem procesu kształcenia. A tym właśnie zajmują sie uczelnie.
      Z tej strony nigdy takie zapytania czy informacje do mnie wpłynęły.
      A przecież te koła studenckie o których piszesz, mogłyby tez w tym kierunku zadziałać.
      Zgodzę się również, że duża część absolwentów, to ta przeciętna, która jak piszesz, podąża za tym, co jej podadzą na talerzu.
      Ale kto powiedział, że po studiach życie ma być łatwe? Że w ogóle jest łatwe?
      Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gospodarki rynkowej?
      Świat należy do tych wybitnych, chętnych, ambitnych, zdeterminowanych, wnikliwych obserwatorów czy sprytnych. Tak to już jest. Jak świat światem.
      Problem reszty jest oczywiście dostrzegany – szkolenia, podnoszenie kwalifikacji, dofinansowania z UE na własną działalność, aktywizowanie bezrobotnych itd, itp
      Ale pewnych rzeczy (ludzi) się nie zmieni, jeśli same (sami) tego nie chcą.

      Rzeczywiście z maturą z LO w ręku (bez zawodu) można jeszcze nie wiedzieć co się chce robić.
      Ale w trakcie studiów czy po nich to już po prostu trzeba wiedzieć. Choćby na ten moment, na tą chwilę, a w miarę sytuacji ta wiedza jest weryfikowana.
      Inaczej taki delikwent do końca życia nie będzie wiedział co chciał robić.

      Jest jeszcze jedna kwestia, którą poruszyłem, i która wg mnie wydaje się bardzo ważna.
      Funkcjonuje często taki stereotyp, że jak inżynier i po studiach, to pracuje w biurze i przy komputerze.
      Przy wykonawstwie i serwisie – jakoś nie wypada. No przecież nie po to tyle lat się uczył, żeby teraz centralę wentylacyjną montować czy naprawiać.
      A jeśli już, to tylko, żeby te 2 lata praktyki odbębnić, jako nieprzyjemną konieczność.
      Czy rzeczywiście nie wypada?

      Odpowiedz
  8. Czajnik

    Wiadomo, że wszystko kosztuje. A wykształcenie najbardziej. Ja tylko chcę wskazać, że właśnie przerzucanie wszystkiego na innych, na szkoły (ogólnie nie jestem zwolennikiem publicznej edukacji) nie ma sensu. Firmy, żeby mieć dobrych pracowników muszą niestety inwestować. Najbardziej inwestują w pracowników firmy, które przyjmują najlepszych. I mimo że przychodząc są najlepsi, to mają zawsze możliwość bycia jeszcze lepszym, na koszt firmy. Firmie się to ma zwrócić oczywiście. Problem jest raczej w modelu biznesowym firm i braku kreatywności w poszukiwaniu i szkoleniu pracowników. Bo przypadkowe rozmowy kwalifikacyjne w momencie jak potrzeba zatrudnić pracownika nie wskazują, że dana firma ma jakikolwiek plan rozwoju swojego biznesu i przewidywania, że chcąc być najbardziej konkurencyjnym musi cały czas realizować plan rekrutacji, który zapewni firmie przewagę na rynku, poprzez stałe zaplecze najlepszych inżynierów z praktyką.

    Odpowiedz
    1. Adrian Teliżyn Autor wpisu

      Nie ze wszystkim się zgodzę 🙂
      Oczywiście, że firmy muszą stale szkolić pracowników, chcąc utrzymać się na rynku.
      Wczoraj montowało się żeliwny kocioł węglowy, gdzie największym problemem było wniesienie go do kotłowni, a dzisiaj zaawansowaną pompę ciepła czy system VRF.
      Muszą też zapewnić pracownikom takie warunki, by Ci chcieli w tych firmach pracować.
      I tak się na rynku dzieje.
      Ale czy to się tak odbywa jak przedstawiasz?
      Twoim zdaniem firma powinna kreatywnie (cokolwiek to nie znaczy) poszukiwać pracownika. Jak już do niego dotrze, to powinna mu na „nie przypadkowej” rozmowie przedstawić plan rozwoju swojego i biznesu i perspektywy dla pracownika, a przyszły pracownik je przyjmie (albo i nie).
      Dalej powinna stale (jak długo?) inwestować w jego rozwój.
      Realia na rynku są trochę inne. Duże korporacje mogą poszukiwać kandydatów przez headhunterów czy agencje pracy. Tych najlepszych. Ilość stanowisk jest jednak ograniczona. I w większości firm wygląda to inaczej.
      Rozmowy nigdy nie są przypadkowe.
      Przedsiębiorca daje ogłoszenie o pracę po czym otrzymuje ileś tam CV.
      Robi wstępną preselekcję i odrzuca np. tych co w ostatnich 2 latach 5x zmieniali prace; wybiera kilka osób i zaprasza na rozmowę.
      Ostatecznie wybierze tego pracownika, który jego zdaniem zechce pracować w firmie na stałe, który właśnie wie co chce robić. A nie tylko zahaczyć się i złapać jakąkolwiek robotę, a w międzyczasie szukać czegoś innego. Bo zatrudniając go inwestuje. A nikt nie chce nietrafionych inwestycji.
      Czasem trafia do niego CV bez ogłoszenia, ale na tyle ciekawe, że być może warto mieć taką osobę w swoim zespole.

      Z tym modelem biznesowym i rozwojem firmy, to też nie jest takie proste.
      Co to znaczy się rozwijać?
      Prowadzę kilkunastoosobową firmę. Jestem kilkanaście lat na rynku. Od paru ładnych lat realizujemy rocznie podobny zakres robót (bo w końcu określoną ilością ludzi można zrobić tylko określoną ilość robót). Można powiedzieć, że firma się nie rozwija.
      Choć pracowników trzeba szkolić stale.
      Ale nie mam ambicji zatrudniania 100 ludzi ani realizowania biurowców czy centrów handlowych w stolicy. Bycia jeszcze większym. No bo gdzie jest granica?
      Po prostu robię to co robię i staram się to robić jak najlepiej.
      Czy praca w takiej „nierozwojowej” firmie jak np. moja (a takich jest 90% firm w naszym kraju) jest nieatrakcyjna? No pewnie dla wielu absolwentów tak to wygląda :(. I też to rozumiem.
      Niestety perspektywy awansu czy rozwoju w każdej firmie są zawsze w jakiś sposób ograniczone. Szef jest tylko jeden.
      I wreszcie uważam, że nie żyjemy po to by pracować, tylko pracujemy po to aby żyć 🙂

      Odpowiedz
  9. Czajnik

    Ale ja się zgadzam, z tym co Pan pisze w ostatnim komentarzu 🙂 I ma Pan plan rozwoju firmy: przedstawione konkretnie plany Pana co do wielkości firmy, zakresu działalności, sposobu poszukiwania pracowników, robienia roboty jak najlepiej (inaczej: model biznesowy stawiania na jakość), robienia tego na czym się Pan zna, opierania firmy głównie o Pana jako właściciela itd. Korzysta Pan z nowych mediów, szybko odpowiada na zgłoszenia itp. – wszystko jest dla mnie jasne i mi się podoba to podejście. Ja tylko w sumie od początku nie zgadzam się z przypuszczeniem, że szkoła, politechnika ma zrobić z kogoś fachowca. Tymbardziej szkoła publiczna. Obecnie szkoły publiczne w Polsce mają dobrą opinię. Ale czy szkoły techniczne mają konkurencję jakąś? Nie widzę szkół niepublicznych z laboratoriami do pomiarów, stanowiskami do automatyki, zajęć z geodezji. W samych politechnikach te zajęcia są drogie, mimo że sprzęt przestarzały. Prawdziwe obcowanie z techniką student ma dopiero, gdy styka się z przedsiębiorstwem, które chce na tym zarobić. I tak naprawdę to on zarabia, jeśli więcej inżynierów może zastosować jego rozwiązania. Dlatego on powinien dbać o to by to student do niego przyszedł. Owszem trudniej jest zwerbować w ten sposób mniejszej firmie super pracownika. Ale uważam, że to jest akurat pole do popisu dla anszej kreatywności. Sposób zdobywania wiedzy zmienia się bardzo szybko i uniwersytety będą z czasem reliktem. Dlatego dlaczego nie przestawić naszego myślenia na inne tory i samemu tworzyć przyszłość.
    PS Polecam lekturę np. Petera Druckera w dziedzinie zarządzania, a także innowacyjności i przedsiębiorczości.
    PS2 Dziękuję za merytoryczną dyskusję 🙂
    PS3 Firma się nie rozwija? „Żeby coś musiało pozostać takie samo, coś musi się cały czas zmieniać” 🙂

    Odpowiedz
  10. Marcin

    Witam
    Jako, że jestem przy Was prawdopodobnie takim właśnie świeżym absolwentem chętnie przyłącze się do rozmowy.
    Wydział inżynierii środowiska na Politechnikach uczy pracy mniej lub bardziej biurkowej. I jeśli w ogóle czegoś uczy to właśnie projektowania. Dlatego po takich studiach najprościej od tej strony zacząć. Idea uprawnień jest jakimś tam celem, który w głowie absolwenta jest na początku kuszącą opcją a potem przeradza się w obłęd. Obecnie intensywnie myślę nad kontynuacją tej drogi lub przeskokiem do innej funkcji inżyniera. Pomimo, że projektowanie idzie mi naprawdę nieźle, nie nudzę się, nie zarabiam źle (wiadomo zawsze mogło być lepiej) to jednak nie jestem pewien czy to moja właściwa droga. Dlatego zastanawiam się nad innymi opcjami i chciałem przetoczyć tu pewne swoje przemyślenia. Proszę o korektę, jeśli błądzę w swojej wyobraźni.
    Mój opis poruszonych wyżej możliwości dla inżyniera HVAC jest taki :
    Monter/serwisant. Niestety do tej drogi zawodowej przygotowani są o wiele bardziej absolwenci wydziałów mechanicznych np. chłodnicy, albo technicy elektrycy. Zgodzę się że można fajnie zarabiać, ale szybko dochodzi się do pewnego maksimum ponieważ praca jest ściśle zależna od stawki roboczogodziny. Oczywiście można założyć własną działalność, szkolić ludzi czy tym podobne (jak ze wszystkim właściwie) ale to już zahacza o inne kwalifikacje/predyspozycje. Na plus w moim odczuciu jest element pracy fizycznej ze względów chociażby zdrowotnych i psychicznych. Na plus jest również majsterkowanie i zabawa miernikami, czujnikami, automatyką jak większość facetów lubię to robić po prostu. Minusem jest, że trzeba włożyć trochę kasy i czasu na początek w szkolenia COCH, SEP itp.
    Kierownik budowy. Papierki, komputer, ludzie i technika, czyli wszystkiego po trochu. Niestety kosztem, życia poza domem, pracy od wschodu do zachodu, braku sobót i ogromnej odpowiedzialności połączonej z wieczną presją. Kasa niezła, ale ten zawód kojarzy mi się z zaprzedaniem duszy diabłu. Wiem, że po drodze do uprawnień mnie coś takiego czeka i w sumie nie mogę się już doczekać, ale czy zostanę w tym? Myślę, że powodzenie w tej działce bardzo zależy od kontaktów. Czy moje studia mnie na to przygotowały wątpię, raczej praca projektanta przy większych inwestycjach mnie trochę przygotowuje.
    Handlowiec, Do tego studia IŚ na bank nie przygotowują. Kwestia bardziej predyspozycji+osobowości. Największy problem to, że droga do osiągnięcia czegokolwiek brnie przez jeszcze okrutniejszy i bardziej upokarzający tor niż projektanta. Kasa tak, ale dopiero na wyższych stanowiskach, do których dojście kompletnie odbiega od inżynierii. Dla mnie z tych wszystkich raczej ostateczność.
    Wreszcie projektant. Osobiście uważam, że jest najbardziej tutaj elitarnym zawodem. Składa się na to: możliwość nie wiązania się z miejscem pracy, największa decyzyjność w całym procesie tworzenia i wysoka plastyczność rozwoju. Oczywiście, zależy jak i co się robi, ale projektowanie, prawdziwe projektowanie jest naprawdę fajne. Duża odpowiedzialność, sporo stresu, również zarwane noce i praca w bezruchu to największe minusy. No i wspomniany przesyt na rynku pracy – szczególnie w dużych miastach. Kasa… no na początku kiepsko, potem w miarę spoko a na swoim może być już super. Również wszystko zależy od kontaktów, zleceń i … tego co się potrafi projektować. Mnie osobiście denerwuje spora powtarzalność i schematyczność wielu czynności, ale od tego się odchodzi wraz z awansem/przeskokiem do większych biur.
    Są jeszcze zawody inne pośrednie jak kosztorysant, technolog, ale z grubsza podobne do projektowania.  Można też zostać urzędnikiem, ale to już zbytnio odbiega od inżynierii.
    Jeszcze warto wspomnieć, że są też inne równie ciekawe perspektywy rozwoju niż „przejście na swoje” takie jak: inspektor nadzoru, rzeczoznawca, menadżer projektu itp. Do tych stanowisk można dojść na różne sposoby.

    Odpowiedz
  11. Adrian Teliżyn Autor wpisu

    Dzięki za ten komentarz. Szczególnie cenny, bo pochodzący „ze źródeł”
    Widzisz plusy i minusy każdej z przytoczonych ról.
    I mimo, że nie każda Cie kręci, to jestem pewien, że w każdej z nich sobie poradzisz, bo twardo stąpasz po ziemi i wiesz czego chcesz. Rozumiesz, że taki czy inny wybór wymaga takich, a nie innych wyrzeczeń czy predyspozycji, a w zamian daje taką a nie inną perspektywę czy korzyści.
    Niewiele jest młodych ludzi z podejściem do życia i pracy jak w Twoim wypadku.
    Zazwyczaj to narzekacze, którym zawsze wiatr w oczy wieje.
    Jest jeszcze jeden trend wśród młodych ludzi na studiach (a ten znam z bieżących relacji). Nawet nie wiem jak go nazwać, a wygląda mniej więcej tak:
    Otóż, to żadna szuka nauczyć się i zdać egzamin czy zaliczyć laborkę.
    Sztuką jest nic nie wiedzieć i zdać.
    Jednym słowem jak tu zarobić i w ogóle się nie narobić.
    Z jednej strony pragmatyzm. Ekonomia w najczystszej postaci.
    Ale czy tak się da 🙂 ?

    Odpowiedz
  12. zdolny absolwent

    Artykuł ciekawy owszemm wielu autorów powiedziało co wiedziało, jeżeli czyta to jakiś student lub absolwent IŚ to radzę posłuchać moich słów. To dla Was cenna rada. Prawda jest dość bolesna. Średnio na stanowiska asystenta projektanta jest 200 – 300 chętnych np. w Warszawie, w innych miastach Polski ciężko o tego typu pracę. Na starcie można liczyć na 2000 na rękę (Warszawa, duże biuro). Inna wymarzona praca dla absolwenta to inżynier budowy ds. isntalacji. I tu też nie jest zaciekawie, podobna liczba chętnych na stanowisko a miejsc pracy po prostu brak, zarobki około 1800 na rękę za 10 – 11 godzin pracy dziennie i czasem soboty. Zazwyczaj absolwenci niemogący dostać się na powyższe stanowiska po 6 miesiącach bezowocnych poszukiwań pracy, setek rozesłanych CV biorą pierwszą lepszą pracę doradcy technicznego lub przedstawiciela handlowego. Zarobki już są tutaj na poziomie około 3000 na rękę więc już lepiej. Niestety długo tu nie popracujemy, w branży HVAC przedstawicieli wymienia się co rok. Ludzie tracą motywację jak widzą nierealne wyniki jakie mają zrobić. A co robią ich przełożeni w tym czasie jak taki absolwencina jeździ z firmy do firmy …otóż grają sobie w rzutki (autentyczna prawda – jedna ze znanych firm na rynku). Taka praca to ciągły stres, niepewność no i praca poniżej kwalifikacji, bo żeby być PH to nie trzeba studiów kończyć, studiów które przecież nie są łatwe. Zawód PH nie daje możliwości rozwoju …jesteś pionkiem, masz robić wynik, jak nie robisz to do widzenia, na Twoje miejsce jest 100 chętnych (co nie mają za co żyć, czytaj absolwentów zaraz po studiach). Nieco lepsza jest wspomniana praca doradcy technicznego, większa stabilność, możliwość rozwoju, ale niestety takie ciepłe fuchy tylko dla wybranych (proszę sobie dopowiedzieć dla kogo, ale na pewno nie dla tych co mają 5 na dyplomie). Jeżeli ktoś chciałby pracować np. w MPWIK lub podobnych firmach to muszę zmwartwić, pracę dostają tylko dzieci pracowników (wiem to z autopsji i nic nie wymyślam). Można jeszcze próbować założyć własną firmę, z tym że absolwentowi może być trudno. Już kończę, tak więc ogólnie po tym kierunku jest beznadziejnie na rynku pracy jeśli nie tragicznie. Już na studiach trzeba rozważyć najlepiej wyjazd za granicę (na zmywak, bo inżynierów czasem tylko w Niemczech potrzebują). Ten kierunek studiów zapewnia przetrwanie i godne życie tylko kadrze akademickiej. 

    Odpowiedz
  13. Adrian Teliżyn Autor wpisu
    Komentarz… jak komentarz. Ale tego typu narzekanie można odnieść do każdego kierunku studiów.
    Rynek pracy, jest rynkiem jak każdy inny. Prawda jest taka, że nie potrzeba na nim tylu inżynierów i magistrów z wyższym wykształceniem.
    A 90% tych absolwentów chciałoby pracować przy biurku, przed komputerem, bo praca kojarzy im się z robieniem takich trochę lepszych laborek i sprawozdań z ćwiczeń.
    Skoro jest nadmiar chętnych, to pracę znajdą najlepsi lub najwytrwalsi lub szczęśliwcy lub Ci ze znajomościami. Chociaż te znajomości nie zawsze należy oceniać negatywnie. Bo gdybyś był prywatnym przedsiębiorcą, właścicielem biura projektów, to kogo przyjął byś do pracy? Zdolnego którego znasz, czy zdolnego z ulicy, którego w ogóle nie znasz???
    Idźmy dalej. Skoro nie widzisz szans na pracę w branży jako Twój wymarzony projektant czy kierbud, to zrób drugi kierunek. Jesteś młody, po technicznych studiach inżynierskich, szereg przedmiotów wspólnych Ci zaliczą. Znajdź inny kierunek, który da Ci lepszą przyszłość niż IŚ.
    A na koniec. W 100% sprawdza się to co napisałem. Jakoś pominąłeś zupełnie trzecią ścieżkę kariery… No tak… nie po to się tyle lat uczyłeś, żeby teraz pompę ciepła serwisować czy centralę wentylacyjną??? Ty wolisz, jak sam napisałeś "ciepłą fuchę"
    Odpowiedz sobie zdolny absolwencie, co tak naprawdę konkretnie potrafisz zrobić w branży HVAC. Co potrafisz zrobić w dziedzinie ogrzewania, wentylacji, klimatyzacji – (nie piszę tego złośliwie).
    Następnie odpowiedz sobie na pytanie czy jest popyt na to, co konkretnie potrafisz robić.
    A może jest popyt na coś innego?
    Rozejrzyj się dookoła – wszędzie gdzieś, ktoś, coś buduje. Każdy z tych obiektów ma mniej lub bardziej zaawansowaną instalację HVAC. Kto je robi???
    Na portalach branżowych jest masa ofert pracy. Potrafisz robić to, czego oczekują pracodawcy???
    Podsumowując.
    Chcesz być projektantem czy kierbudem – szukaj, czekaj, miej nadzieję, zapłać frycowe w postaci  lat pracy za grosze. Zdobędziesz upragniony papierek – sen się ziści.
    Jeśli nie widzisz dla siebie innego miejsca w branży HVAC niż te które podałeś – zmień branże.
    Nie narzekaj – jeśli uważasz, że inni mają lepiej, to spróbuj zostać tymi innymi.
    Powodzenia 🙂
     
    Odpowiedz
  14. zdolny absolwent

    Do powyższego dodam jeszcze że byłem jedną z najlepszych osób na roku na Politechnice, mam sporą wiedzę i doświadczenie …ale co z tego jak nie ma po tym pracy, jedyna teraz moja nadzieja to własna działalność chociaż tu też jest cholernie ciężko z pozyskaniem zlecenia. Narzekanie oczywiście nikomu nie służy ale nie taki był mój cel. Zgodzę się z Tobą kolego, że są ogłoszenia na portalach. Zdarza się od czasu do czasu, że poszukują kierowników robót, o wiele rzadziej projektantów. Ale jak napisałem wcześniej 200 -300 chętnych na miejsce asystenta skutecznie ogranicza możliwość zdobycia uprawnień (lobby izb budownictwa skutecznie dba o swoje interesy), mimo iż od 5 lat wysyłam CV właśnie na takie stanowiska czy to poprzez ogłoszenia w necie czy bezpośrednio do firm typu Sranska, Bujimex etc. nie udało mi się takiej pracy znaleźć, więc trudno mieć nadzieję (no ale ją jeszcze mam 🙂 ). Dlaczego p0ominąłem to ścieżkę o której mówisz, zgadzam się z Tobą że jest bardzo dużo ogłoszeń w prasie na monterów HVAC, hydraulików i ogólnie tacy fachowcy nie mają problemu z pracą ani w Polsce ani za granicą. Autentycznie lepiej przyjąć się do pracy fizycznej jako monter …bo przez te 5 lat zdobędziesz dobry fach, odłożysz kaskę i możesz wyjechać za granicę bo tam monterów bardzo potrzebują, mnóstwo ofert pracy. No właśnie tylko trzeba to jasno powiedzieć i nie okłamywać ludzi. Bo po co w takim razie studia, ciężka praca (idąc po studiach na motera 4 lata liceum + 5 lat studiów =0) czyli 9 lat w plecy. Jak ktoś mi zrekompensuje ten czas to mogę być monterem. 

    Odpowiedz
  15. zdolny absolwent

    Podsumowując, po 4 latach pracy w zawodzie na stanowiskach sprzedażowych nabawiłem się tylko ostrej depresji przez co lerzałem w szpitalu. Czyli poproszę o rekompensację 9 lat i zdrowia. O ile jeszcze zatrudnienie w firmach prywatnych jest dla mnie zrozumiałe i każdy ma prawo zatrudnić tam pół swojej rodziny ( co z obserwacji jest na porządku dziennym) to o tyle takie praktyki w przedsiębiorstwach państwowych ,któe też są na porządku dziennym, są poniżej komentarza. Ale sory co ja narzekam, zapomniałem, że to Polska. Otóż nie narzekam, piszę to ku przestrodze młodych ludzi, żeby nie szli na ten kierunek. 

    Odpowiedz
  16. Adrian Teliżyn Autor wpisu

    Wybacz, ale ręce opadają. Typowa postawa roszczeniowa.
    Skończyłem studia i mi się należy.
    Czy ktoś Ci kazał studiować?
    Czy ktoś gwarantował Ci, że dostaniesz taką, a nie inną pracę po studiach?
    Czy ktoś Cię zmuszał do podjęcia pracy na takim czy innym stanowisku?
    To skąd przyszła Ci do głowy taka idiotyczna myśl, że ktokolwiek, ma Ci cokolwiek rekompensować???
    Ocknij się i stań twardo na ziemi. Na tym świecie pewne są tylko śmierć i podatki 🙂

    A wracając do kariery – nie pisałem, że masz zostać hydraulikiem. 
    Przeciętny monter może i zamontuje PC, vrv, czy centralę wentylacyjną. Ale nie każdy ją poprawnie uruchomi i skonfiguruje. A naprawdę nieliczni są w stanie diagnozować pracę, stwierdzić przyczynę awarii i zrealizować naprawę.
    Do tego potrzebne są dwie rzeczy. Albo naprawdę bardzo duże doświadczenie zawodowe i ustawiczne szkolenia, albo właśnie wiedza inżynierska.
    I tutaj proporcje przeważają na Twoją korzyść.
    Przeciętny elektryk po szkole zawodowej czy technikum wykona instalacje elektryczną w budynku. Ale nie zrobi już inteligentnej automatyki budynku w systemie KNX czy modbus.
    Można takie przykłady mnożyć. Dziwię się, że po 5 latach studiów i 4 latach pracy, przypuszczalnie w branży, do tego nie doszedłeś.
    Co to znaczy praca fizyczna?
    Czy twoim zdaniem praca np. ze śrubokrętem i miernikiem nie jest godna dla inżyniera?
    Skończylem studia i przez 4 lata pracowałem w górnictwie.
    Wstawalem o 4.30 o 5.18 miałem autobus, a o 6.10 byłem już przebrany na szybie, gotowy do zjazdu.
    Pierwsze słowa w pracy jakie usłyszałem od kierownika oddziału brzmiały: "teraz k…wa tych inżynierów jak psów narobili"
    Bywało różnie, ale nigdy nie przyszła mi do głowy tak idiotyczna myśl, że ktoś ma mi zrekompensować moje 5 lat studiów.
     

    Odpowiedz
  17. zdolny absolwent

    Dlaczego uważasz, że to idiotyczna myśl …ja powiedziałem tak, mogę być monterem, wykonywać zawód jak po zawodówce, ciężko pracować, pracowałem z takimi ludźmi i mam szacunek do ich pracy, pytam się tylko po co te 9 lat nauki?? Mówisz typowa postawa roszczeniowa, ale czy bezpodstawna ?, przecież ktoś  tych ludzi przez 9 lat utrzymywał, prawda, poniósł nakład finansowy, a może to była jakaś matka pracująca w fabryce, która wysyłając dziecko na studia chciała mu zapewnić lepszą przyszłość, samemu wyprówając sobie żyły? Tak jak ja myślą setki tysięcy młodych ludzi w naszym kraju, ciężko pracowali na studiach, a to też praca, porównywalna do pracy biurowej, z tym że tu są jeszcze darmowe nadgodziny w postaci zarytych nocy i weekendów, które na studiach technicznych są non stop. Mamy prawo tak myśleć.Dlaczego ja kończąc studia z wyróżnieniem mam nie mieć pracy, pracować fizycznie, wyjechać za granicę skoro często dużo gorsi od emnie (pod względem edukacji) mają dobre prace. Co mam sobie pomyślec bo tak i pogodzić się z tym. Dlaczego jacyś pseudo inżynierowie z izb budowalnych mogą pierdzieć w stołek i nic nie robić kierując się nepotyzmem, a ja mam na to patrzeć bez wyrazu. Mi osobiście szkoda tych lat, to co mówisz to prawda jeśli chodzi o automatyke i diagnozy, hydraulicy tego nie potrafią i ja chętnie zostanę takim specjalista o ile zapewni mi to godne życie. Ja chciałem tylko poprzez moją wypowiedź naświetlić jak wygląda sytuacja Inżyniera HVAC na rynku. 

    Odpowiedz
  18. zdolny absolwent

    Tak więc bardzo chętnie podejmę taką pracę,przejdę wszystkie niezbędne szkolenia, ba, a nawet jestem skłonny pracować 3 miesiące za darmo w celu wyszkolenia i uzyskania tak jak mówisz dobrego zawodu. Chciałbym wykonywać ten zawód bardzo dobrze, czy znajdzie się jakaś firma, która po tych 3 miesiącach da mi dobre wynagrodzenie, a może prędzej znowu trafię tak ja do tej pory do firm gdzie się dyma inżyniera bez uprawnień jak tylko można, no bo jak jest tylu chętnych do pracy to niech psy (jak się wyraziłeś) pracują za jedzenie.

    Odpowiedz
  19. Adrian Teliżyn Autor wpisu
    Miałeś na studiach taki przedmiot jak ekonomia? Miałeś może filozofię (taki humanistyczny przedmiot też się w życiu przydaje)?  
    Mogę zrozumieć Twoją gorycz i żal. Na rynku pracy i w ogóle na świecie jest jak jest. Jednym jest lepiej, a drugim gorzej. Komuś się ułożyło, a komuś nie. Takie jest życie. Ale ty chcesz obwinić za ten stan rzeczy wszystkich w około i jeszcze domagasz się, by ktoś Ci to zrekompensował. Kto i z czego? Rząd? Z moich podatków? UE? MFW? A może miedzynarodowa finansjera, która uknuła spisek i cykliści? Może konkretny przedsiębiorca czy biznesmen albo prezes izby budownictwa? A ilu jest przedsiębiorców, którzy próbowali sił w takim czy innym biznesie i im nie wyszło. Czy zrekompensujesz im te straty? Zima była kiepska, brak śniegu i wyciągi narciarskie stały; pensjonaty puste, zdecydowana wiekszość poniosła straty. Zrekompensujesz im to? Ocknij się – mamy kapitalizm. Jak zbankrutuję z powodu kryzysu lub własnych mylnych decyzji, to ktoś mi to zrekompensuje? 
    Co do wypruwania żył – mój kolega ze szkolnej ławy po szkole średniej wyjechał do Kanady. Pracował ciężko przez 2 lata by zarobić na czesne, na pierwszy rok studiów. Potem wziął 150 tys dolarów kredytu na kolejne lata i spłacał go jeszcze z 8-10 lat po studiach. Nikt mu tego nie zrekompensował. Ty skończyłeś bezpłatne studia i nazywasz to pracą, jeszcze w nadgodzinach. A jakie dobro wyprodukowałeś i wytworzyłeś? Jaki  w tym czasie zapłaciłeś podatek do budżetu? Masz świadomość, że Twoje studia pokryły podatki wszystkich w około? A ty uważasz, że jeszcze za to Ci się coś należy.
    Jeszcze raz Ci napiszę – dobrą pracę znajdą najlepsi lub najwytrwalsi lub Ci co mieli szczęście lub Ci ze znajomościami. I takie jest życie. Jeśli przez całe życie masz zamiar mieć pretensje do świata, że jest jaki jest, to będzie Ci naprawdę ciężko. Jesteś dobrym inżynierem. To po co trzymasz się tak uparcie tej branży i aplikujesz do takich firm. To potężne finansowo firmy, realizujące ogromne kontrakty, ale nie trzymają setek ludzi i brygad, tylko podnajmują podwykonawców. Uderz do producentów, mniejszych firm wykonawczych, wreszcie wyjdź poza branżę, zdobądź inne kwalifikacje. Dobry inżynier jest w stanie pracować w każdej branży. 
    A na koniec – czytaj ze zrozumieniem, bo tutaj wiele Ci jeszcze brakuje. To nie ja się wyraziłem o inżynierach, jak o psach, tylko to mnie tak potraktowano na początku mojej pracy zawodowej. Ale nie miałem wtedy żalu do świata, że jakiś zwykły  prostak tak mnie nazwał.
    Aha… z górnictwa zrezygnowałem po 4 latach, mimo, że moja specjalność to budownictwo podziemne i po studiach marzyło mi się budować tunele i podziemne centra handlowe 🙂 i też byłem najlepszy na roku z dyplomem na 5. Ale niczego nie żałuję.
    pzdr
     
    Odpowiedz
  20. chrynio

    Moja branża więc włącze sie do dyskusji. 

    Skonczyłem tech. elektryczne, od 18go roku życia pracowałem jako hydraulik/pomocnik. 

    Jako 21-latek wyjechałęm do U.S na prawie 5 lat. Pracowałem w hydraulice. Wróciłem w 2006, zatrudniłem sie jako monter,  i poszedłęm za namową rodziców na studia zaoczne w branży. Mgr i uprawnienia zrobiłęm w 2012. Mam projektowe i wykonawcze, na budowie mi podbili bez problemu ale musiałem też odpękać w biurze. Przez 2 lata robiłem za 800zł, w czasie boomu budowlanego gdzie koledzy monterzy zarabiali po 5k. Dodam że zrobiłem w miedzyczasie kursy na autogena i Tiga, i spawam tymi metodami.  Aha i znam 3 jezyki obce płynnie, Eng, Ger, Rus. 

    Studia na PG w ogóle nic nie dają, gdyby nie moja wiedza praktyczna z budowy to byłbym zielony. Na studiach gość w 2010r przynosił np. katologi Wavinu z 2000r. Liczyliśmy jakies oczyszczalnie ścieków, skłądowiska odpadów, haha nikt nie da tobie takiego projektu zrobic w realnym świecie! Dobrze że mam fach bo teraz jestem na działalności w DE. 

    Robimy właśnie fabryke opon i jako inżynier z papierem nie za bardzo moge zrozumieć zastosowany tu układ hydrauliczny. Tj. Wymiennik ciepła 6/10 na 30/35 Grad. Tutaj jak sie dowiedzieli że inżynier to podziw,ale faktycznie polska szkołą nie daje tych umiejętności. 

    Odpowiedz
  21. 90

    Jednym jest lepiej, a drugim gorzej. Komuś się ułożyło, a komuś nie. Takie jest życie. Typowa postawa roszczeniowa.Skończyłem studia i mi się należy.
    Czy ktoś Ci kazał studiować?A 90% tych absolwentów chciałoby pracować przy biurku, przed komputerem zrób drugi kierunek. Jesteś młody, po technicznych studiach inżynierskich, szereg przedmiotów wspólnych Ci zaliczą. Znajdź inny kierunek, który da Ci lepszą przyszłość niż IŚ.szukaj, czekaj, miej nadzieję, zapłać frycowe w postaci  lat pracy za grosze. Zdobędziesz upragniony papierek – sen się ziści.Przedsiębiorca daje ogłoszenie o pracę po czym otrzymuje ileś tam CV.
    Robi wstępną preselekcję i odrzuca np. tych co w ostatnich 2 latach 5x zmieniali prace Świat należy do tych wybitnych, chętnych, ambitnych, zdeterminowanych, wnikliwych obserwatorów czy sprytnych.Rzeczywiście z maturą z LO w ręku (bez zawodu) można jeszcze nie wiedzieć co się chce robić.Inaczej taki delikwent do końca życia nie będzie wiedział co chciał robić Przy wykonawstwie i serwisie – jakoś nie wypada. No przecież nie po to tyle lat się uczył, żeby teraz centralę wentylacyjną montować czy naprawiać.Młody inżynierze. Skoro wiadomo, że w biurze projektów jest tak źle, skoro każą robić za marne pieniądze, skoro nie nauczą za dużo, skoro każą harować 2 lata za rok wpisu, skoro itd itp i w ogóle do d..y – To po co się tam pchasz??? Nie wiedziały gały co brały???Nie można studiów traktować jak szkoły podstawowej, gdzie przechodzimy z klasy do klasy, byle dostać papierek na koniec. A wśród tej masy studentów część właśnie tak do tego podchodzi; to właśnie ta część tylko leworęczna.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *