Jak (nie) zostać niewolnikiem własnej instalacji HVAC

Na pewnym etapie budowy, czy to projektowym, czy już wykonawczym, inwestor musi podjąć decyzję, jak będą wyglądały przyszłe instalacje w jego domu.
Po tygodniu spędzonym z prasą budowlaną i internetem, ma łeb jak sklep, i wie, że nic nie wie.
Po dwóch tygodniach w jego głowie zaczynają kiełkować już pierwsze pomysły.
A po trzech…..

No właśnie. Wtedy jego umysł zostaje owładnięty energooszczędnością.
Słuszne to i sprawiedliwe, bo w zgodzie jest zarówno  z naszą kieszenią, jak i z dyrektywami Unii Europejskiej.
Pieniądze (czyli ciepło), leżą przecież na ulicy (w wodzie, w ziemi i w powietrzu).
Wystarczy się tylko po nie schylić, podnieść i odzyskać.
Jednak bardzo łatwo jest popełnić w tym względzie grzech przesady, który prowadzi prosto do tego, że stajemy się niewolnikami własnej instalacji.
 
Granica jest bardzo płynna i dla każdego może być odbierana inaczej. Nie chciałbym nikogo urazić.  Dla jednych coś jest duże, a dla innych jeszcze małe.
Ale na podstawie wieloletnich doświadczeń, tych typów niewolników widzę co najmniej kilku.
 
Niewolnik GWC
Pisałem już o tym we wrześniu ub roku. Ciepło i chłód z darmo z ziemi. A jak za darmo, to tylko brać.
Tak więc w wielu zapytaniach o wentylację pojawiają się hasła „i koniecznie ten GWC” , albo „żeby centrala była przystosowana do współpracy z GWC”.
Kiedy podaję ceny rozwiązań firmowych i systemowych, to przez twarz przemyka lekki cień, po czym zastąpiony zostaje iskrą pomysłowości.
No przecież możemy zakopać zwykłe rury kanalizacyjne.
Możecie – odpowiadam. Zakopcie.
Bo my jako firma, nie możemy robić z rur kanalizacyjnych czegoś, do czego nie są one przeznaczone.
Oszczędności z GWC są, i owszem, ale… naprawdę nie wielkie. W podanym powyżej wpisie, szacowałem je na 500 zł.
W międzyczasie na stronie firmy Rehau, producenta wymienników rurowych w systemie Awadukt Thermo, znalazłem program, który pomaga w doborze wielkości wymiennika i szacuje ilość ciepła, jaką uzyskujemy z takiego GWC.
Przy ilości powietrza 250m3/h (typowa na dom 130-150m2), potrzebujemy ok. 60mb rury, która  pozwoli „wyrwać” z gruntu ok. 1500 kwh.
Jeśli mamy np. piec gazowy i nasz koszt pozyskania kwh wynosi 20 gr, to zyskujemy 300 zł.
A jak mamy pompę ciepła i koszt kwh wynosi 12 groszy???
 
Niewolnik 2-giej taryfy (dotyczy posiadaczy pomp ciepła)
W ślad za silną potrzebą posiadania 2-giej taryfy, niewolnik pożąda 20-30 cm wylewki, która zakumuluje mu ciepło z tej taryfy właśnie. Względnie bufora.
Ale z finansowego, tego energooszczędnego punktu widzenia tak różowo już nie jest.
Chcąc zakumulować ciepło w wylewce musimy, albo zwiększyć jej grubość, albo zwiększyć jej temperaturę, czyli niepotrzebnie przegrzać.
Każdy 1cm wylewki więcej, w domu 150 m2, to 3 tony betonu. Pomijam już kwestie techniczne wytrzymałości stropu.
Ciepło właściwe betonu jest ok. 4x mniejsze od wody i wynosi ok. 1,1 kJ/kg*K
Temperatura posadzki, ze względów komfortu, powinna być o kilka stopni wyższa od temperatury powietrza.
Tak więc jeśli założymy tą różnicę na poziomie 8 stopni (i tak za dużo), to z 1m3 betonu (ok. 2 ton) otrzymamy ciepło Q = 2000 x 1,1 x 8 = ok. 5 kwh
Dodatkowe 10cm wylewki to 15 m3 betonu czyli 15 x 5 = 75 kwh
Jeśli strata naszego domu wynosi np. 6-7 kW, to w ciągu tych 14 godzin taryfy wysokiej, mniej więcej tyle ciepła potrzebujemy. Ale…. Żeby coś wyciągnąć (z tej wylewki) to trzeba do niej najpierw włożyć.
Pompa w godzinach nocnych taniej taryfy musi pracować non-stop by zdążyła „załadować” nasz betonowy akumulator.
Zazwyczaj musi pracować z wyższą temperatura zasilania by zdążyć naładować akumulator (bo przecież równocześnie grzeje dom i grzeje beton/akumulator) i by w ogóle nagrzać go do wyższej temperatury (przegrzać).
Tracimy więc na COP. A w pompie typu powietrze/woda tracimy podwójnie, bo nie dość, że musimy „rozkręcić” pompę do wyższych temperatur zasilania, to nocą temperatury zewnętrzne są zdecydowanie niższe niż w dzień.
Zaraz po nocnej taryfie posadzka stygnie szybciej bo ciepła mamy w nadmiarze (ilość betonu i wyższa temperatura przegrzanej posadzki). Skutkuje to niepotrzebnym przegrzaniem domu w pierwszych godzinach – czyli stratą na komforcie.
W miarę stygnięcia posadzki ilość ciepła oddawanego spada proporcjonalnie do różnicy miedzy temperaturą powietrza. Najpierw grzejemy za mocno, a na koniec za słabo.
Rezultat? Jest mi już za chłodno, ale…. mogę przecież założyć ciepłe kalesony i poczekać do tej 22-ej kiedy pompa zacznie już grzać, a wtedy już o 24-ej  będzie cieplej. Każdego co innego kręci, a co innego podnieca.
Jak to przekłada się na pieniądze?
Różnica między taryfami dzienną a nocną to ok. 30-40%.
Jest to więc teoretyczna granica oszczędności.
Niewolników (ups….zwolenników) takiego rozwiązania jest wielu.
Jednak koszty pozyskania energii elektrycznej na pozostałe potrzeby (pranie, gotowanie, agd, oświetlenie, często i cwu) są wtedy większe.
I mimo woli jesteśmy zmuszeni (ufff…. znowu to słowo) do prania i gotowania między 13 a 15 (godziny taniej taryfy).
Przy pompie powietrze/powietrze w układzie nadmuchowym (bez akumulacji ciepła w wylewce) oszczędności na opomiarowanym domu 170m2 wynosiły od 5 do 7%
Przy ogrzewaniu wodnym pompą ciepła (tutaj nie mam takich danych) nie sądzę by oszczędności przekroczyły 10-15%.
 
Niewolnik hybrydy
Kiedy omawiałem z jednym klientem instalację opartą na pompie ciepła, to w pewnym momencie padło pytanie o kominek z płaszczem wodnym.
Bo widzi Pan – mówi klient – ja to chcę palić tylko w kominku. A pompa ciepła będzie używana tylko sporadycznie, na wypadek awarii, kiedy zabraknie mi drzewa lub nie będzie chciało mi się palić.
No wymarzony klient, myślę. Kupi instalację za kilkadziesiąt tys zł i nie będzie jej używał.
Ryzyko awarii i związanych z tym kosztów mojej interwencji spada do minimum.
Takich hybryd jest więcej.
Pompa ciepła + kominek z płaszczem wodnym + gwc + centralka z odzyskiem ciepła + solary wspomagające c.o. i cwu + mieszana instalacja podłogowo grzejnikowa +++ …….
I to wszystko w domu 150 m2 i jeszcze ma działać… RAZEM.
No można, można.
Można wszystko zrobić, bo w branży mówi się, że do pompy ciepła można podłączyć wszystko. Tylko po co?????
 
Niewolnik cyrkulacji cwu
Wody i ciepła nie można marnować. Zanim doleci z zasobnika do punktów poboru to ileś tych litrów nam przeleci.
Praktycznie w każdej instalacji cwu robi się już curkulację. Ale…… cyrkulacja to głównie komfort, a nie oszczędności. Wodę w instalacji cyrkulacji trzeba grzać i trzeba ją przez nią gonić.
A jak tym mądrze zasterować? Kiedy cyrkulować? Gdzie energooszczędność?
Najprostsze jest sterowanie godzinowe, np. rano i wieczorem.
Ale po co sterować rano w niedzielę, kiedy jeszcze śpimy?
Nie lepiej sterować temperaturą w instalacji cyrkulacyjnej? Spadnie temperatura, to pompa ruszy i cały czas mamy ciepłą wodę. Proste?
Ale jak w nocy woda wystygnie, a nikt z niej nie korzysta to po co mi cyrkulacja?
To może zblokować cyrkulację ze światłem?
Wchodzę do łazienki, zapalam światło, włącza się cyrkulacja i już z baterii leci ciepła woda…. Ok…
Ale w łazience mam okno i w ciągu dnia nie zapalam światła.
No to może czujnik ruchu?
A jak wchodzę do łazienki, żeby przejrzeć się tylko w lustrze, a nie korzystać z wody, to po co mi wtedy cyrkulacja?
Mam takie rozmowy za sobą. Nie zostawajmy niewolnikami energooszczędnej cyrkulacji cwu.
 
Niewolnik sterowania wentylacją
Mam centralkę wentylacyjną, która obsługuje parter i poddasze.
Ale po co wentylować sypialnię, jak mnie tam nie ma. To przecież marnowanie ciepła na podgrzanie powietrza wentylacyjnego.
Wychodzę z pokoju i wyłączam wentylację; może jakaś przepustnica???
Czemu nie – odpowiadam. Automatyczna z siłownikiem i nastawnikiem kilkaset złotych, razy 10 pomieszczeń…..
Oooo, nie, nie. To może jakaś ręczna?
Też takie są, np. z Darco, na cięgnie z linką stalową. Wychodzimy z pokoju, wciskamy cięgno i zamykamy przepustnicę.
Tylko, że powietrze z centrali poleci w nadmiarze gdzieś indziej i musimy jeszcze zasterować silnikiem wentylatorów centrali.
Jeśli to nowoczesna centrala z silnikami prądu stałego to regulacja taka jest trudna.
Jeśli silniki są prądu zmiennego, to zrobić to jest prościej, ale jaki mamy z tego zysk energetyczny?
I czy będziemy wchodząc do i wychodząc z pokoju, zamykać ciągle tą przepustnicę??
Jak przy centrali jesteśmy, to kolejnym pomysłem jest kierowanie powietrza z centrali wentylacyjnej na agregat powietrznej pompy ciepła.
250m3/h, kiedy agregat potrzebuje 15x tyle. Też można.
 
Niewolnik sterowania temperaturą
Tutaj wygląda to podobnie, ale przy pompie ciepła i podłogówce, niestety się nie sprawdza.
Bezwład podłogówki powoduje, że nie jest ona sterowalna i dynamiczna tak, jak byśmy chcieli.
Jeśli zależy nam dynamice, to przejdźmy z podłogówki na fancoile.
 
Niewolnik COP-u i pomiarów parametrów pracy
Musimy sobie odpowiedzieć na bardzo ważne pytanie – jaki jest cel naszej instalacji.
Czy ma ona zapewnić nam komfort i wygodę, czy też ma uzyskać określony COP.
Część użytkowników ma dość precyzyjnie opomiarowane swoje urządzenia i skrupulatnie prowadzi pomiary parametrów pracy.
Same plusy. Zarówno dla innych użytkowników (tych obecnych jak i przyszłych) jak i dla wiedzy samego właściciela, jeśli jest to jego konik i hobby i poświęca na to swój czas.
Czasem jednak sytuacja jest taka:
Przedwczoraj na zewnątrz temperatura wynosiła -7 stopni
Na dolnym źródle miałem -1/+4
N zasilaniu było 36 stopni.
W domu miałem +21
Pompa pracowała X godzin i pobrała Y kwh prądu.
Mam też licznik ciepła i COP wyszedł mi Z
Ale….
Wczoraj temperatura na zewnątrz była o 2 stopnie wyższa.
A pompa pracowała dłużej, temperatura była też +21, a pompa wzięła więcej prądu.COP wyszedł mniejszy o 5%
Czy to dobrze???
A może coś się popsuło i działa nie tak.
Czy rzeczywiście pompa uzyskuje parametry gwarantowane przez producenta?
Może jest wadliwa?
Głęboka potrzeba prowadzenia szczegółowych pomiarów mija po pierwszym sezonie.
 
Niewolnik ceny
O cenach i odchudzaniu instalacji pisałem już tutaj i tutaj.
Każdą instalację można odchudzić. Albo zrezygnować z części elementów, albo wybrać tańsze materiały.
Pewnych rzeczy nie da się jednak zrobić taniej, bez utraty jakości czy funkcjonalności.
Byłem ostatnio na budowie gdzie instalacja została przygotowana pod montaż pompy ciepła Altherma 14 kW.
Od pompy przygotowano zasilanie/powrót na rurach Alpex 20mm. Dalej trójnik krępowany, również 20mm (w przelocie ma chyba 16mm) do dwóch szafek 10-cio obiegowych, też na rurach 20mm. Rury nie izolowane w peszlach.
Cwu również na jednej średnicy 20mm w całym domu w peszlach.
Kiedy zwróciliśmy na to uwagę, to instalator twierdził podobno, że w peszlu rura jest już izolowana poduszką powietrzną i nie trzeba dawać otulin, ale jak inwestor chce no to przerobi. Średnice ostatecznie też mogą większe.
W tym konkretnym wypadku, sytuacja wynikała po prostu z niewiedzy klienta (nie musi się przecież na wszystkim znać) i (mam nadzieję) z niewiedzy instalatora, bo człowiek może czegoś nie wiedzieć.
Często jednak do takich sytuacji prowadzi usilne działanie inwestora, by zrobić instalację jak najtaniej.
Gdzie tu jeszcze można zaoszczędzić? Co można obciąć? Z czego zrezygnować?
A na rynku konkurencja jest duża i często, gęsto, instalatorzy wycinają z oferty co tylko się da, bo lepiej sprzedać instalację odchudzoną niż odpaść na etapie oferty i nie sprzedać żadnej.
Co ciekawe, inwestorowi najłatwiej jest pogodzić się z odchudzeniem, tego czego nie widać, czyli właśnie instalacji.
I wcale nie dlatego, że jest skąpy, tylko dlatego, że decyzje są trudne, worek ma swoje dno, a na visus, ta czy inna instalacja, rura, pompa ciepła, wyglądają tak samo.
Rezygnacja z bardziej ekskluzywnej kuchni czy łazienki już prosta nie jest, bo łatwiej nam ocenić jakość płytek, mebli, prysznica czy piekarnika niż rury i sprężarki.
 
Jakie wnioski?
Część powyższych przykładów to przerost formy nad treścią. Inwestor skłonny jest wydać duże pieniądze w imię celu, jakim jest osiągnięcie większej energooszczędności.
Celu, który przysłania wszystkie inne. A niestety nie zawsze jest osiągany (hybrydy np.)
Mamy tylko skomplikowaną i drogą instalację, mało sterowalną, a przez poziom skomplikowania – awaryjną.
 
Inne znowu rozwiązania, to trochę jak przerabianie Lexusa na gaz i do tego bez AC.
Jeśli buduję dom, np. 300m2, to musi stać mnie na to, by go ogrzać. 
Jeśli mnie nie stać, to nie wstawiam do tego domu pieca na muł, tylko buduję mniejszy dom.
 
Przypomina mi się taka anegdota żydowska, w której młody żonkoś żali się rabinowi jak jest mu ciężko, jak wszystkiego sobie odmawia i na wszystkim oszczędza.
Na co rabin odpowiada: Ty nie myśl jak oszczędzić, Ty myśl jak zarobić!!!
 
PS
Poniżej projekt cyrkulacji cwu, jaki dosłał mi jeden z czytelników, Pan Piotr, po przeczytaniu tego wpisu.
W tym projekcie następuje mieszanie CWU między dwoma zasobnikami: w piwnicy dla potrzeb kuchni
i na poddaszu użytkowym w łazience dla potrzeb łazienki i wc. Dodatkowo grzejniki drabinkowe są
zasilane z cwu. Można zrezygnować z zaworu zwrotnego.
Zapraszam do komentarzy.
 

11 myśli w temacie “Jak (nie) zostać niewolnikiem własnej instalacji HVAC

  1. Krzysztof Lis

    Podoba mi się ten artykuł, ale tak to jest, gdy ktoś o czymś przeczyta jakiś entuzjastyczny artykuł w gazecie czy w internecie, zapali się do danego pomysłu, ale nie jest w stanie ocenić jego sensowności w jego przypadku.
    Nie wszystko jednak koniecznie trzeba oceniać w kategoriach oszczędności. GWC to przecież nie tylko bezpośredni zysk w cieple nie zmarnowanym na podgrzewanie powietrza, ale też mniejsze oblodzenie wymiennika no, a żwirowy to też większa wilgotność świeżego powietrza. Co do reszty nie mam zastrzeżeń, choć widzę u siebie niektóre z tych przypadłości — na przykład chęć dokładnego opomiarowania wszystkiego, co tylko się da. 😉

    Odpowiedz
    1. Adrian Teliżyn Autor wpisu

      No właśnie diabeł tkwi w szczegółach. Zawsze odpowiadam wtedy: proszę sobie wyobrazić jak ta instalacja miałaby wyglądać. Czasem wystarczą tylko gabaryty.

      No a pomiary – przyznaję bez bicia, też mierzymy i analizujemy. I wymyślamy różne rzeczy by wiedzieć jak to się "kręci". Ale u nas ma to podłoże zawodowe, więc w jakiś sposób nas tłumaczy 🙂

      Odpowiedz
  2. jr

    Z wieloma uwagami się zgodzę (choćby GWC, które jest nieopłacalne czy o mieszaniu różnych instalacji), ale część to przesada. To chyba nie jest zaskakujące, że my klienci próbujemy wydać jak najmniej i mieć jakwydajniejszą i jaknajoszczędniejszą instalację. To my wydajemy nasze pieniądze i my będziemy w tym domu mieszkać. Zadawanie trudnych pytań też chyba jest normalne? Opomiarowanie instalacji, co w tym dziwnego? Dlatego polecam więcej pokory (choć rozumiem, że to blog więc i forma inna niż przy rozmowie z klientem).
    Chyba dla równowagi pownien pan teraz napisać o chciwych i leniwych sprzedawcach, którzy chcieliby żeby klient nigdy nie pytał dlaczego instalacja taka a nie inna i dlaczego tyle kosztuje. Bez urazy oczywiście 🙂

    Odpowiedz
    1. Adrian Teliżyn Autor wpisu

      Oczywiście, że klientom zależy na taniej i energooszczędnej instalacji i nie ma w tym nic nienormalnego. Chodzi właśnie o to, by nie popaść w przesadę. Raz by energooszczędność nie doprowadziła do przysłowiowego bycia "Szkotem", a dwa, by w tym celu nie wyrzucić pieniędzy na kombinacje i działania, które nie wiele na tym polu dają.

      Co do pytań – nikomu nie odmawiam. Wręcz namawiam (co przewija się w wielu wpisach), by pytać, pytać i jeszcze raz pytać, bo, tu zacytuję samego siebie, "Jeśli ktoś nie potrafi wyjaśnić rzeczy zawartych w swojej ofercie, to albo nie wie co oferuje, albo bajki pisze."

      W pomiarach nic dziwnego nie ma. Sami mamy opomiarowanych kilka instalacji. Ale jak powyżej napisał Krzysztof Lis, czasami wpadamy w obsesję opomiarowania wszystkiego co się da :), choć pomiary te nie wiele zmienią i nie wiele z nich wynika, poza faktem, że po prostu są. Zwłaszcza, że robione są amatorsko, bez metodyki. A tej na dzień dzisiejszy w zakresie pomp ciepła nie ma. Choć jakies światełko w tunelu jest, bo w ostatnim numerze instalreportera czytałem o powołaniu stowarzyszenia PORT PC ( Polska Organizacja Rozwoju Technologii Pomp Ciepła). Jednym z celów ma być opracowanie polskiej metody szacowania SPF (pisałem o tym w COPy, SCOPy…)

      Sprzedawcy – no cóż. Mam nadzieję, że te kwestie weryfikuje rynek, choć jest on brutalny. Presja na sprzedaż jest ogromna  i niestety niesie to za sobą szereg negatywnych zjawisk (byle tylko sprzedać).

       

      Odpowiedz
  3. lukasza

    No cóż wpis trafny. Chociaż ja częściej się spotykam z takimi problemami – natrętcwami na forach internetowych gdzie próbuje się rozgrzebać każdą sprawę do najdrobniejszych części składowych. Czy każdy Klient od PC lub GWC tak ma? Mam nadzieję, że nie. Choć i ludzie z forum są potrzebni bo czasem coś modredgo wymyślą.
    W jednym tylko widzę problam: sprzedawców i co gorsza kupców. Sprawy ekonomi. Normy i standarty jak liczyć COP fajnie, aby podawano wg. 1 wzoru i to dla róznych temperatur. Z jasnym wyjasnieniem co na ten COP się składa. A tak skakanie z kwiatka na kwiatek norm, temperatur, standartów itp. Zmniejsza to zaufanie do PC, a jak coś kosztuje 30,40 czy 50 tys to chociaż niech będzie jasne jak porównac szybko i sprawnie oferty.
    p.s. nie mam, ale jestem zwiolennikiem GWC żwirowego. Ekonomi to dużo nie da, ale komfort jesli podniesie wilgotność i owszem.

    Odpowiedz
    1. Adrian Teliżyn Autor wpisu

      a propos wilgotności, pisałem o tym  w ub. roku tutaj. Po wprowadzeniu mroźnego powietrza do budynku i podgrzaniu, jego wilgotność względna spada poniżej 20%. Powietrze jest nieprzyjemnie suche. I tutaj ciekawe rozwiązanie oferuje Daikin  w swoich centralkach wentylacyjnych. Centrale te mają specyficzny wysoko wydajny wymiennik krzyżowy.
      To nie jest jednak wymiennik płytowy, gdzie wymiana ciepła odbywa się przez płytę, po której obu stronach przepływają powietrze zimne/świeże-ciepłe/zużyte.
      Odzysk ciepła polega na odzysku wilgoci z powietrza wywiewanego do nawiewanego, bez mieszania się strumieni powietrza na zasadzie osmozy. Dzięki temu mamy stałą wysoką sprawność, na poziomie 65-75%, niezależną od różnicy temperatur nawiew/wywiew oraz komfort bo nie wysuszamy powietrza w budynku. (choć i tak dobrym dodatkowym rozwiązaniem jest nawilżacz)
       

      Odpowiedz
  4. Adrian Teliżyn Autor wpisu

    Jeden z czytelników, pan Piotr, po przeczytaniu tego wpisu, dosłał mi swój własny projekt cyrlulacji cwu.

    Zamieściłem go na końcu wpisu. Zapraszam więc do komentarzy i uwag.

    Odpowiedz
  5. Adrian Teliżyn Autor wpisu

     

    Na ile rozumiem schemat, w Pana wypadku to nie zupełnie cyrkulacja cwu.
    Tak naprawdę to jeden płaszcz oddaje ciepło do dwóch zasobników poprzez mieszanie wody (grawitacyjne lub mechaniczne) w obu zasobnikach.
    Jeśli ten jeden płaszcz wystarcza mocowo, to tak naprawdę potrzebujemy tylko jeden zasobnik z wymiennikiem (płaszczowym, rurowym) a drugi wystarczy sam zbiornik.
    Jeśli działa, to tylko się cieszyć.
    Nie wiem tylko co zyskujemy, tj. trudno mi powiedzieć jaka była alternatywa i wpłynęło na pana by przyjąć takie a nie inne rozwiązanie
    Normalnie mamy  jeden zasobnik i dostawa cwu z cyrkulacją do całego domu.
    U Pana mamy 1 zasobnik + jeden zbiornik.
    Tu i tu jest pompka cyrkulacyjna. Tu i tu mierzymy temperaturę.
    Uważam, że lepiej mieć 1 zbiornik w domu niż 2.
    Ale to kwestia też samej architektury budynku.
     
    Zgadza się, że na górze wystarczy sam zasobnik w izolacji, a na dole dwupłaszczowy lub mamka.

    Sens zastosowania takiego rozwiązania jest taki w moim wypadku:
    Dolny zasobnik jest w piwnicy pod kuchnią – do kranu w kuchni mam 2m rur.
    Górny zasobnik jest 2 kondygnacje wyżej to jest 14m rur w łazience na poddaszu użytkowym.
    Wc znajduje się pod zasobnikiem górnym na praterze to jest 3m rur w dół.
    Chodzi o to, aby oszczędzać wodę na spuszczaniu zimnej z 14m rur nie mając wcale recylkulacji.
    Mając recylkulację tylko i wyłącznie za pomocą samej pompy obiegowej i jednego dolnego zasobnika
    musimy jakoś sterować tą pompą obiegową, kiedy ona ma pracować. Ludzie stosują różne chwyty:
    sterowanie czasowe, czujki ruchu itp. Ja wykorzystałęm właśnie ten drugi zasobnik i pełną automatykę
    sterowania tym mieszaniem. To powoduje, że poma obiegowa działa tylko i wyłącznie kiedy jest taka
    potrzeba i sama jest sterowana wtedy gdy zużywamy wodę z górnego zasobnika.
     
    Recylkulacja klasyczna z 1 zasobnikiem i pompą obiegową z krążeniem wody w instalacji powoduje
    (wg mnie) szybsze wychładzanie się się krążącej wody i przez to wody w zasobniku cwu a poprzez to
    częstsze włączanie PC (pompy ciepła) na rzecz cwu. W moim projekcie pompa przeleje tylko tyle wody
    ile potrzeba.
     
    Pozdrawiam

     

    Odpowiedz
    1. Adrian Teliżyn Autor wpisu

      Liczyć można różnie i wszystko. Jeśli mamy klimatyzację w domu i dzięki GWC będzie ona mniej pracowała, to możemy uznać, że latem nasze GWC przyniosło oszczędności, bo zapłacilismy mniejszy rachunek. Ale jak klimatyzacji nie mamy, to GWC latem stanowi tylko jakąś wartość dodaną i trudno te kwh odejmować od rachunku 🙂

      Odpowiedz
  6. Piotr

    Oszczędności na taryfie są, i to znaczne. Ale jak ze wszystkim, to musi być założone od początku. Ucząc się na błędach kolegi, zmontowałem instalację która radzi sobie z tym całkiem nieźle. Zgadzam się, że temperatura nie jest płaska. Ranne przegrzanie ale różnica na taryfie to więcej jak 40% ceny i jest o co walczyć. Kilka sztuczek to falownik, podnąszący moc urządzenia w dwóch godzinach popołudniowych, sterowanie grzejące do godziny 7 rano ruszajac w nocy, wyliczany czas grzania na podstawie prognozy z uwzględnienien siły wiatru. Taryfa Tauron G12W (11 godzin niskiej taryfy, koniec 7 rano i weekendy).  Betonu nie mam więcej niż przeciętnie. Żadna instalacja "z półki" sobie z tym nie poradzi. Prawda jest taka, że nie ma dobrej taryfy dla pompy ciepła, ale z tego co jest można sporo wycisnąć, niestety tylko w instalacji DIY.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.